Rozdział 13

Zdzisław Zarazek całe życie stronił od uprawiania sportu, odżywiał się niezdrowo, za to obficie, jednak w jego otyłym cielsku drzemało serce bohaterskie. W niejednej bijatyce niejeden ząb postradał, był czas, kiedy wytrząsał swoje potężne brzuszysko, ganiając w szaliku kochanej Legiuni, jego potężne pięści skruszyły niejedną szczękę, sam też niejeden raz zwijał się w kłębek na bruku, osłaniając rękami głowę i czekając cierpliwie, aż̇ przestaną kopać.

Ronald Pancerny wychowywał się w innych niż Zarazek, bezpieczniejszych dzielnicach. Gdyby nie walizka z pięcioma milionami, ich ścieżki zapewne nigdy by się nie przecięły. Pancerny panicznie bał się przemocy i nigdy się do niej nie uciekał, nie licząc nieszczęśliwego incydentu z przestrzeloną głową Pudla. Na myśl o tym, że miałby kogoś uderzyć, robiło mu się słabo, dlatego kiedy spadło nań waleczne sto trzydzieści kilogramów Zdzisława, to wynik konfrontacji był przesądzony.

Pistolet Ronalda ponownie wypalił, trafiając w kineskop starego, wyciszonego telewizora akurat w tej chwili, w której premier rozpoczął kolejne pełne otuchy i optymizmu przemówienie, i pół sekundy później nagi Ronald leżał już na wykładzinie, dzielny Zdzisław dosiadał go zaś okrakiem i otwartymi dłońmi wymierzał mu straszne razy, wykrzykując:

– Ładnie to tak damę na muszce trzymać, ładnie?

Dama tymczasem, korzystając z chwilowego zamieszania, wyjęła z kieszeni martwego Pudla kluczyki do audi, następnie sięgnęła po walizkę z milionami i unosząc ów cenny bagaż, wybiegła z pokoju, z którego dalej dolatywały rozpaczliwe wycie Ronalda i odgłosy ciosów wymierzanych przez rozpalonego świętym gniewem detektywa.

– Kobiety należy szanować, łajdaku! – wrzeszczał Zarazek, tłukąc Pancernego.

Ruda, nie oglądając się na swego zbawcę, zbiegła po schodach, przyciskając walizkę do silikonowych piersi, wypadła przed hotel, wskoczyła za kierownicę samochodu Józia Pudla i już miała nacisnąć przycisk „start”, gdy na szyi poczuła dotyk dwóch metalowych elektrod, następnie zaś potężne uderzenie prądu pozbawiło ją przytomności.

Marta otwarła tylne drzwi, wysiadła i przyjrzała się swojej ofierze. Wzruszyła ramionami i na wszelki wypadek jeszcze raz użyła paralizatora. Jakiś czas temu podwędziła go narzeczonemu, młodszemu aspirantowi z wydziału do spraw zwalczania przestępczości pseudokibiców KSP, a następnie wmówiła mu, że zgubił go po pijaku, co wpędziło młodego aspiranta w poważne kłopoty.

Ruda zwisała bezwładnie w pasach, Marta więc pas rozpięła, wyciągnęła szczupłą dziewczynę z samochodu i wciąż nieprzytomną ułożyła gustownie na chodniku. Narodowa kwarantanna zadbała o brak świadków. Marta wsiadła do auta, zamknęła i zablokowała drzwi, zerknęła do walizki, uśmiechnęła się do pieniędzy, po czym wyjęła telefon.

–  Kochanie, wszystko zgodnie z planem. Tak, oczywiście, tak jak ci mówiłam. Tak, ten idiota prosto ze szpitala doprowadził mnie do twojego męża, nie wiem, jakim cudem, może przypadkiem… Nie, nie widziałam go, ale mam pieniądze. Nie, no mówię, nie widziałam Rolanda, ale to jest ta walizka, srebrna i pełna hajsu… No wyszła z nią jakaś kurwa, przyjechała tu drogim autem, więc nie wiem, pewnie jakaś aktorka albo influencerka, albo coś. No możesz obczaić na pudlu, ruda taka. Nie, nie wiem, czy ma instagrama. No nie zapytam, bo jebnęłam ją prądem. Och, nieważne, nie trap tym swojej pięknej główki. Tak, kochanie, już jadę. Spokojnie, nie denerwuj się, naprawdę, wszystko zgodnie z planem. Mamy pieniądze, ten idiota Zarazek będzie się teraz woził z tym twoim idiotą, a my spokojnie zrealizujemy plan. Zabieram to audi i już jadę do ciebie. Tak, noszę maseczkę, bez obaw. Też cię kocham.

Rozłączyła się, wrzuciła wsteczny i w kamerze cofania ujrzała znaną sobie postać detektywa Zarazka. Wyraz jego twarzy znamionował rozczarowane oraz głęboką konfuzję.