Rozdział 16

Detektyw Zarazek nie zwrócił nawet uwagi na maserati, które zaparkowało na hotelowym parkingu. Nie widział też chmur, ptaszków, pomarańczowego tramwaju czy nawet Rudej i Pancernego, który cwałował w jego stronę owinięty ręcznikiem. Zarazka interesowało wyłącznie audi i jego pasażerka, Marta. O co jej chodziło? Dlaczego ucieka? Czemu nie chce go wpuścić? Te i inne pytania kłębiły się w głowie Zarazka. Marta jakby telepatycznie poznała ich treść i udzieliła odpowiedzi zbiorczej, wystawiając środkowy palec.

Oburzony i zszokowany Zarazek podjął jeszcze jedną próbę zatrzymania niezbyt dobrze wychowanej asystentki. Swoją wiedzę o pracy detektywa czerpał z doświadczenia, ale i filmów policyjnych, które uważał za raport ze świata. Skoro Bruce Willis i Mel Gibson czynili różne cuda, to jemu, Zdzisławowi Zarazkowi, również było wolno. Marta wrzuciła wsteczny i zaczęła wykręcać z parkingu. Zarazek zmobilizował wszystkie siły i rzucił się na maskę samochodu.

Początek miał nawet niezły. Prasnął brzuchem w miękką stal, chwycił się lusterek i trzymał się mocno, przynajmniej do pierwszego zakrętu. Wbijał wzrok w Martę i wrzeszczał, z gniewu i strachu jednocześnie. Wzrok Marty był zimny, a twarz ponura. Szarpnęła kierownicą. Detektyw Zarazek wciąż trzymał się lusterek. Niestety, lusterka nie trzymały się już samochodu i Zarazek pomknął na bolesne spotkanie z asfaltem.

Pozbierał się – jak na niego sprawnie i szybko – i pokuśtykał w stronę hotelu, gdzie z asfaltu zdążyła podnieść się Ruda.

– Nic ci nie jest? – zapytał.

– A chuj cię to obchodzi? – odparła. – Forsa przepadła! Wszystko przepadło! A Józek tam leży. Czego nie rozumiesz?

Zarazek położył jej brudną dłoń na ramieniu. Rwał mu się oddech.

– Nie martw się, mała. Mam wszystko pod kontrolą. Spisałem numery.

– To moje auto, kretynie jeden! Właściwie Józia… Och, mój Józiu… –  zaczęła szlochać. Zarazek przyciągnął ją do siebie. Na chwilę zapomniał o Marcie, upadku i trupie w pokoju hotelowym. Ten łańcuch wydarzeń miał tylko jeden sens. Doprowadził Zarazka do tej niezwykłej kobiety.

– Znajdziemy ich – zapewnił. – tylko musimy się pospieszyć. Szybko. Do mojego auta!

Wzrok Rudej mówił jednoznacznie co sądzi o tym pomyśle, najwyraźniej jednak nie miała lepszego. Tymczasem Zarazek usiłował zrozumieć, co się właściwie tutaj dzieje. Kim był ten martwy facet? Jaką rolę w całej awanturze odegrał Ronald Pancerny? No i najważniejsze – dlaczego Marta go zdradziła? Nagle zrozumiał. Marta była przecież dobrą kobietą oddaną mu bez reszty. Podziwiała Zarazka, być może kochała. Nigdy nie odwróciłaby się od niego z własnej woli. Ktoś musiał zmanipulować ją jakimś haniebnym szantażem. Oszukał. Zmusił do rzeczy, których nie zamierzała robić. Kim był ten nikczemny człowiek? Zarazek wiedział, że musi odkryć prawdę. To było jego następne zadanie.

Zatopiony w myślach i obolały, nie dostrzegał tego, co rozgrywa się wkoło. Za nim stał Ronald Pancerny, wciąż skromnie odziany jedynie w ręcznik, bosy i bez pistoletu. Z maserati wysiadł wysoki, blady jak wampir mężczyzna i szybkim krokiem udał się w kierunku drzwi hotelowych. Przed nimi przystanął. Zrobił zdjęcie całej trójce, sfotografował bmw Zarazka i zniknął za mleczną szybą.