Rozdział 21

Niebieskie audi bardzo przypadło Marcie do gustu. Przez pustawe ulice jechała szybko, wielokrotnie łamiąc ograniczenia prędkości, czterysta pięćdziesiąt koni rwało się do przodu, tylko na zimówki było już zbyt ciepło, zbyt miękka guma nie trzymała się asfaltu.

Annę Pancerny poznała niedawno, kiedy ta, pod nieobecność Zaraza, jeszcze przed pandemią przyszła wywiedzieć się w kwestii materiałów do sprawy rozwodowej. Marta wzięła to zlecenie sama, nie informując o tym Zdzisia, uzbrojona w lustrzankę z potężnym obiektywem sama śledziła Ronalda, którego nie dało się przyłapać na niczym, co mogłoby pozwolić Annie w uzyskaniu rozwodu z orzeczeniem o winie. Coraz częściej spotykała się jednak z tą klientką, która zwierzała jej się z tego, jak bardzo nieszczęśliwa była w małżeństwie z nieudacznym Ronaldem, nad kolejnym kieliszkiem białego wina płakała, mówiąc, że ukojenia nie przynosiły jej też kolejne romanse z kolegami z pracy. Ci zwykle po przypieczętowaniu podboju tracili zainteresowanie potrzebami emocjonalnymi Anny, które jeszcze kilka dni wcześniej, jak jej się zdawało, interesowały ich bardzo żywo.

Marta była dobrą, ciepłą, zainteresowaną słuchaczką. Nie przeszkadzało jej ani to, że Anna się powtarza, ani to, że przy drugiej butelce wina zaczyna bełkotać, nie przeszkadzało jej, że kiedy po raz trzeci spotkały się na „kawie”, która za każdym razem oznaczała przynajmniej dwie butelki wina, Anna przy stoliku mocno ściskała ją za ręce, nie przeszkadzało jej też to, że w taksówce zaczęła ją całować, ani to, jak gwałtownie zrywała z niej bluzeczkę w skromnym, ale bardzo gustownym mieszkaniu Marty, ani to, że po wszystkim płakała, wtulona w nią, szlochała, że to jej pierwszy raz z dziewczyną i że dopiero teraz zrozumiała czego brakowało jej przez całe długie życie. Marta głaskała ją po głowie i zapewniała, że nie, życie wcale się dla niej jeszcze się skończyło, skoro właśnie teraz przydarza jej się coś takiego. A co jeszcze może się przydarzyć, pytała wtedy Anna, Marta odpowiedziała zaś, że następnym razem przyniesie jej MDMA i wtedy dopiero zobaczy jak wyglądać może bliskość.

W ciągu tych kilku tygodni uznała, że Anna jest miłością jej życia. Anna sądziła tak samo. Marta nie przestawała śledzić Pancernego i gdy pokazała Annie zdjęcia, na którym wychodził z siedziby CBA z aluminiową walizką, aby potem schronić się w tym parszywym hotelu, Anna wiedziała od razu, że Ronald ukradł gotówkę z funduszu operacyjnego. Wiele razy o tym fantazjował, przy kolacji potrafił przez kwadrans przynudzać o tym, jak liche są zabezpieczenia, jak łatwo byłoby wynieść ogromne, substancjalne kwoty i jak dużo czasu minie, zanim ktoś się zorientuje. Kiedy więc dokonał kradzieży, obie postanowiły użyć detektywa Zdzisia do tego, by utrzymał Ronalda z daleka od Anny, aby ta nie stała się przypadkiem współwinna kradzieży – zaś w tym czasie Marta, osoba niezwykle zaradna, spostrzegawcza i inteligentna, przejmie walizkę z pieniędzmi.

Walizka leżała teraz na siedzeniu pasażera chyżego audi, które Marta zaparkowała właśnie pod mieszkaniem Anny. Sięgnęła po telefon, napisała tylko trzy słowa: „jestem, mam pieniądze”.

Anna zbiegła do niej jak na skrzydłach, spakowana była już dawno, wrzuciła mały neseser do bagażnika i wsiadła.

–  Mówiłaś, że nosisz maseczkę – powiedziała z troskliwym wyrzutem.

Marta zamknęła jej usta pocałunkiem, a kiedy po chwili zdołała oderwać się od warg Anny, pokazała jej niewielką fiolkę z przeźroczystymi kryszałami emki.

Anna uśmiechnęła się i powiedziała tylko: — Jedź, kochana. Jedź.

I Marta pojechała.