Rozdział 34

Major Zapałka sądził, że w życiu widział już wszystko i nic go nie zadziwi. Przepłynął ocean cierpienia, brodził w bagnisku głupoty ludzkiej i nieraz tonął w trzęsawisku nieżyczliwości. Człowiek w jego opinii był stworzeniem dziwnym, nieprzyjemnym, lecz przewidywalnym w jakiś sposób. Daj okazję głupocie, a głupota pokaże, co umie, tak sądził. Niemniej, scena rozgrywająca się na parkingu przed knajpą „Kolorowa” wprawiła go w osłupienie.

Samą knajpę znał ze słyszenia i doświadczeń, o których chciał zapomnieć. Prędzej piłby gnojówkę w chlewie niż wódkę tutaj.

Przed knajpę wylegli goście. Najwyraźniej odbywało się tutaj jakieś nielegalne zgromadzenie. Dlatego też major Zapałka gardził Polakami z głębi swego mundurowego serca. Uważał nawet, że Polacy są najgorszymi z ludzi. Owszem, są dzielni, nieustraszeni i mają ułańską fantazję. Ale ta odwaga i wyobraźnia służy tylko jednemu – walce z rozumem. Dlatego major Zapałka gardził Polakami. Dzięki temu służył im wiernie i bez żadnych sentymentów.

„Już ja wam zaraz pokażę”, pomyślał major Zapałka. Durni Polacy byli pijani, stali blisko siebie bez maseczek i kręcili filmiki przy pomocy smartfonów.

Przed nimi, na parkingu jakiś wielkolud podnosił fiata punto. Rwał go jak sztangę przy martwym ciągu. Wrzeszczał przy tym, z wkurwienia jednak, nie z wysiłku. Major Zapałka odniósł wrażenie, że olbrzym, gdyby chciał, cisnąłby tym samochodem w zdezelowany szyld Kolorowej. I to z pasażerami w środku.

Jeśli chodzi o pasażerów, w aucie siedziała jakaś Ruda kurwa i tłuścioch w za małym mundurze policyjnym. Kurwy i przebierańców major Zapałka rozpoznawał na pierwszy rzut oka.

– No, młody, idziemy. – powiedział major Zapałka do asystenta premiera. – Zajmę się tymi w aucie, ty rozgoń tamtą hołotę!

– Co to jest hołota? Przecież to ludzie są… jak mam ich rozganiać…? – mamrotał do siebie asystent, który przecież nie oczekiwał takiego życia i podobnych przygód, miał przecież nosić teczki za jakimś wiceministrem czy innym generałem, a wolny czas dzielić pomiędzy lekturę Dmowskiego, Evoli i wyrywanie smutnych dziewczyn na Zbawixie. Powlókł się jednak przed knajpę i wykrztusił:

– Byłoby lepiej gdyby państwo już poszli…

– O kurwa, o ja pierdolę – major Zapałka jakby jednym susem znalazł się obok swojego asystenta. – do baby też tak się bierzesz? Patrz jak to się robi… – wyszarpnął szmatę, pomachał nią przed nosami zgromadzonych i ryknął. – Rozejść się, kurwa i to migiem, bo wszyscy polecicie na kwarantannę i to taką prawdziwą, na ośrodku, gdzie każdy łapie trypra, hiva i krosty na podniebieniu.

Towarzystwo wydało z siebie zbiorowe mruknięcie i zaczęło się rozchodzić. Major Zapałka zwrócił się w stronę fiata punto. Olbrzym uwolnił już dłonie, stał i dyszał. Za to grubas za kierownicą usiłował wydostać się z nowej kabały, wrzucając wsteczny. Zapałka wystrzelił w powietrze z broni służbowej. Auto gwałtownie stanęło.

– Wysiadać, już, oboje! – rozkazał major. Ruda wyskoczyła natychmiast na parking, unosząc dłonie tak wysoko, że jej biust omal zębów nie wybił. Zarazek wysiadł dużo wolniej. Była w tym ruchu jakaś godność i rozumna odwaga zmierzenia się z nowym niebezpieczeństwem.

– Proszę do nich nie podchodzić. – powiedział olbrzym. – Są zarażeni.

Major zignorował te słowa. Ruszył w stronę Zarazka. Olbrzym zastąpił mu drogę. Majora nie zdziwiło to ani trochę. Ucieszył się nawet, ponieważ uwielbiał wielkich facetów. Są tak pewni swojej siły, że zderzeni ze skutecznym oporem baranieją jak dzieci. W tym wypadku opór miał postać kolby pistoletu, którą olbrzym oberwał w policzek.

Kto inny dawno by upadł, wielkolud nawet nie drgnął. Major Zapałka zareagował siłą spokoju.

– Wypierdalaj, bo będziesz miał przejebane!

Wielkoludowi stężała gęba. I zaraz rozjaśniła się w uśmiechu.

– Jestem doktor Ziemowit Siermiężny – przedstawił się. – ordynator szpitala Banacha, lekarz roku w plebiscycie Hipokrates, nominowali mnie też do nagrody Listera, choć nie wiem co ci to mówi. Niedawno operowałem na serce takiego jednego z Czerskiej. Otwierałem klatki piersiowe posłom i generałom. Oglądasz telewizję? Tę prawdziwą, uczciwą? Mam codzienne pogadanki o pandemii na TVN. Cała Polska mnie zna. Więc to ty masz przejebane, durniu jeden!