Rozdział 9

Pistolet glock 19 jest pistoletem zupełnie zwykłym. Można powiedzieć: bez właściwości. W świecie broni palnej to ekwiwalent opla astry w świecie motoryzacji. Nie zachwyci nikogo, ale nadaje się w zasadzie do wszystkiego, nie jest ani bardzo mały, ani bardzo duży, w magazynku mieści piętnaście nabojów, czyli akurat tyle, ile powinien mieścić pistolet, obsługuje się go prosto i intuicyjnie, bez żadnych komplikacji, po prostu naciska się na spust i po każdym naciśnięciu spustu pocisk kalibru 9 mm opuszcza lufę z prędkością pozwalającą tej grudce metalu zrobić to, do czego ją przeznaczono, to znaczy skrzywdzić człowieka.

Taki właśnie glock 19 przysługiwał Ronaldowi Pancernemu jako broń służbowa. Był w końcu Pancerny funkcjonariuszem CBA i oprócz zdefraudowanych pięciu milionów przywłaszczył sobie również ten służbowy pistolet, który ściskał teraz w drżących, spoconych dłoniach, celując w Rudą i Józia Pudla.

Oboje stali pod ścianą, z uniesionymi rękami.

– Chcieliście mnie okraść, skurwysyny…! Z moich pieniędzy! – wrzasnął Ronald, aby dodać sobie animuszu i zyskać na czasie, bo w zasadzie nie wiedział, co powiedzieć ani co zrobić. Poza tym było mu głupio, że chwilę wcześniej uwierzył w historyjkę o zgubionym szkle kontaktowym.

– Akurat twoich – inteligentnie odpowiedziała Ruda.

– Ale ej, nie było mowy o żadnych pistoletach… – zaskowyczał szeptem Józio Pudel, który nie bardzo lubił, żeby do niego celować.

– No i co teraz? – zapytała Ruda.

– Teraz stąd wyjdziecie i nigdy nie wrócicie, a ja daruję wam życie! – wrzasnął ponownie Ronald.

– Ej, ale to jest dobry rym! – zauważył Józio Pudel. – Nigdy nie wrócicie, ja darowałem wam życie, które sobie pędziliście skrycie, na wakacjach w Splicie, albo na orbicie, co wy tam palicie…

Ronald wytrzeszczył oczy.

– O czym ten człowiek w ogóle… Nieważne. Wypierdalać stąd! – wrzeszczał dalej, tym razem jednak tak bardzo napiął przeponę, że ręcznik, do tej pory osłaniający lędźwie Ronald, zsunął się i oczom Rudej i Pudla Ronald objawił się w całym swoim przepychu człowieka prowadzącego raczej siedzący tryb życia.

– Nigdzie nie idziemy – powiedziała Ruda. – Przecież nas nie zastrzelisz.

– Zastrzelę! – jęknął Ronald, zasłaniając przyrodzenie lewą ręką, i zrozumiał, że istotnie, nie jest do końca gotów zastrzelić Rudą i jej towarzysza.

Ruda opuściła ręce.

– No to strzelaj – rzuciła wyzywająco, wiedząc, że oferma nie strzeli.

Ronald Pancerny ponownie chwycił pistolet w obie ręce i mocniej zacisnął palce na rękojeści, gestem, który widział w stu filmach sensacyjnych. Aktorzy zawsze tak śmiesznie przebierają palcami, trzymając te pistolety. Nie wiedział, co robić, ze służbowej broni w życiu wystrzelił dokładnie dziesięć razy na szkoleniu i nie było to miłe wspomnienie.

Ruda uśmiechnęła się pogardliwie.

– Bierz go, Pudel.

Józio Pudel wcale nie miał ochoty „brać” Ronalda, ale wiedział dobrze, że Rudej nie należy się sprzeciwiać, gdyż nie wierzy ona w bezstresowe wychowanie i zdarzyło jej się nieraz korygować zachowanie Józia metodami, do których nigdy nie uciekali się jego rodzice.

Rozmawiał też kilka razy z prawdziwymi gangsterami, którzy chętnie pokazywali mu swoje klamki i tłumaczyli, że kopyto może mieć każdy, ale nie każdy gotów jest nacisnąć spust. Do tego trzeba mężczyzny.

Na pewno nie mieli na myśli kogoś takiego, pomyślał Józio Pudel i skoczył w stronę nagiego Ronald, ten zaś zamknął oczy i nacisnął spust.

Pudel był martwy, zanim jeszcze upadł, krew z rozbitej pociskiem czaszki rozlała się po podłodze lepką kałużą.